Dlaczego robię zdjęcia?

Gdybym miał odpowiedzieć na powyższe pytanie jednym zdaniem to zapewne powiedziałbym szybkie; Nie wiem. Mając jednak trochę więcej czasu na odpowiedź, brzmiała by ona; To skomplikowane. Myślę jednak, że w tym wszystkim jest naprawdę sporo wartościowego materiału którym chciałbym się podzielić. Szczególnie w czasach kiedy każdy jest fotografem i nosi aparat przy sobie.

Zdjęcie z Doliny 5 Stawów w marcu tego roku podczas kursu lawinowego z "Skitouring in Arctic".

Moja fotografia rozpoczęła się dużo wcześniej niż to jak zacząłem robić zdjęcia. W wieku około 10 lat zafascynowały mnie obrazy kosmosu. Oczywiście.. w większości były to obrazy z teleskopu Hubble'a. Cóż, każdy to chyba przechodzi. W momencie kiedy, rodzice kupili mi teleskop myślałem, że już za moment zacznę robić fantastyczne zdjęcia. Stety, niestety jeżeli mówimy o fotografii to jest ona przeważnie tożsama z przymiotnikiem "drogi", astrofotografia w tym wypadku jest przynajmniej "bardzo droga". Co oznaczało że stało się to kosmicznie dla mnie nie dostępne, przynajmniej wtedy. Z czasem to wszystko rozeszło się trochę po kościach ale kosmos był cały czas z tyłu mojej głowy. Zacząłem robić pierwsze zdjęcia; Zenitem(będąc szczerym to zrobiłem nim tylko jedną rolkę..była za droga i zbyt czasochłonna), pierwszym kompaktem sonego jaki miałem, telefonem. Mimo iż efekty były dalekie od ideału, to dzięki nim całkiem dobrze zrozumiałem działanie aparatu i jak się nim posługiwać. Wreszcie 5 lat temu kupiłem swój pierwszy świadomy aparat. Canona 70D i myślałem że złapałem już wszystkich profesjonalistów za nogi. "Hehe.." jak się okazało to był wierzchołek kostki lodu pływający przy dużej górze lodowej :) Szybko pochłonęło mnie robienie zdjęć wszystkiego, czyli niczego. Mimo to po pierwszej euforii, postanowiłem wrócić do astrofotografii. Jak to przeważnie bywa tutaj znów zderzyłem się ze ścianą. Ale.. zrozumiałem jedno. Mimo iż głęboki kosmos jest absolutnie piękny i to on był iskrą która zapoczątkowała moją pasję. W zasadzie każde zdjęcie, na przykład takiej galaktyki Andromedy jest w zasadzie identyczne. Wpisując M31 w Google zobaczymy setki, tysiące, miliony zdjeć które przedstawiają w zasadzie ten sam kadr. Nie chciałem tak. Zrozumiałem, że mam pewną przewagę. Mam sporo sportu w nogach i tak naprawdę to co mnie pochłonęło, to doświadczanie tego kosmosu. Tak narodziła się moja astrofotografia krajobrazowa. To sposób na projektowanie przygód, na tworzenie wspomnień, na tworzenie historii w którym chodzi o coś więcej niż tylko o aspekt techniczny i to przez ile godzin udało mi się zebrać materiał. Zrozumiałem że moja astrofotografia, moja pasja może być fantastyczną przygodą łączącą w sobie elementy sportu, fotografii, obcowania z naturą, przygody. W pewnych jednak sytuacjach zaczynam się zastanawiać czy to aby napewno dobra droga. Tutaj przytoczę, kawałek wewnętrznego dialogu który rozegrał się kilka dni temu w mojej głowie. 11 listopada 2019, godzina 15, zbocze Kasprowego Wierchu, wiatr pewnie z 80, może nawet 100km/h. Zacinający świeży śnieg rzucany wiatrem, temperatura -3, może -5, a odczuwalna pewnie z -12. Zaczynam rozumieć że zdjęcie które mam w głowie nie wypali, ponieważ grań na której miał stać Szczepan którego miałem sfotografować na tle słońca(z tranzytem Merkurego) została spowita tak grubą warstwą chmur że nic się przez nie nie prześliźnie. Ja staram się podejść w górę stoku trzymając w jednej ręce aparat(Canona 90D z obiektywem 200-400 i extenderem 2x.. waży jakieś 5kg), a w drugiej statyw(Manfrotto :)). W nadziei, że jednak jakaś dziura w chmurach się pojawi i ja idąc w górę stoku zniweluję wędrówkę Słońca po niebie tak by nadal uchwycić swój tranzyt z człowiekiem. "Kur**.. nie czuję rąk... zostanę tu.. po co ja to robię.... nogi spadają mi po pas w śnieg i szczeliny pomiędzy skałami skutecznie zamaskowane świeżym śniegiem. ... co kilka kroków dosłownie przewracam się gdy moja noga wpada dużo głębiej niż myślałem że wpadnie. AŁA, Kur.... w końcu moja prawa stopa(ta w zasadzie świeżo skręcona) wpada mi na tyle głęboko pomiędzy skały że tam się blokuje, a ból sprawia że nie mogę nią ruszyć przez dobre kilka, kilkanaście sekund. Nie.. koniec.. żeby się stąd wydostać musze porzuć swój pomysł na zdjęcie.. zrzucam plecak. Odkładam sprzęt, wyszarpuję nogę z dziury w którą mi wpadła. Otwieram plecak, który od razu wypełnia się śniegiem z panującej wokół zamieci która sprawia że widoczność spadła do 20m. Chowam sprzęt. Dzięki temu że nie trzymam już lodowatego obiektywu i statywu wraca mi czucie w dłoniach. Zaczynam powoli brodzić w śniegu, pod górę, dalej. To wszystko, żeby zrobić jedno zdjęcie. Tylko po co..? Aktualnie wiele rzeczy sprowadza się do podjęcia kilku ważnych decyzji związanych z moją fotografia i jej przyszłością. Przede wszystkim w głębi czuję, że to co robię ma naprawdę sporą wartość. Z drugiej strony, wiele tych rzeczy często sprawia, że wpadam w finansowe błędne koło. Z 3 strony, wiem że są jeszcze kompletnie nieodkryte obszary do zagospodarowania i istnieje naprawdę wiele osób które mogą być zainteresowane takim contentem. Dlatego na samo koniec tego artykułu ja zadaję Wam pytanie; Dlaczego to przeczytałeś do końca? Odpowiedz w komentarzu pod postem na Facebook'u lub tutaj :) Potencjalnym planem rozwoju mojej fotografii jest zbudowanie społeczności zainteresowanej fotografią, ale trochę inną niż ciepłe i wygodne studia. Chociaż to też jest fajne. Chciałbym się rozwijać a przy tym nie utknąć w miejscu gdzie życie mojego zdjęcia kończy się na wrzuceniu go i zgarnięciu kilku laików na fejsie. Chce tworzyć historię. Dzięki za przeczytanie.





179 wyświetlenia
logo czarne.png
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

© 2018 Michał Ostaszewski